Igła w stogu siana


Operator bloku energetycznego przekonał się na własnej skórze, jak drobna, pozornie niewidoczna usterka potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Tam awaria nie zostaje tylko wewnątrz zakładu, ale odbija się echem w całej okolicy.

Zgłoszenie brzmiało: system redundancji nie przełączył się tak, jak powinien. Konieczne było znalezienie przyczyny źródłowej problemu. Nie można było zgadywać, wiec sięgnęliśmy po dane. Dzięki archiwizacji danych w systemie SCADA mogliśmy dokładnie przeanalizować zapisy z okresu poprzedzającego zdarzenie. Rejestry pokazały, że w normalnych warunkach przełączanie silników aplikacyjnych przebiegało prawidłowo.

Problem ujawnił się dopiero po głębszej analizie logów. Przez kilka dni przed zdarzeniem jeden z serwerów pary redundantnej sygnalizował kłopoty – niewystarczające zasoby do działania. Scheduler, który miał pilnować przełączeń, przestał dostawać wiarygodne dane. A potem ktoś z zespołu UR – chcąc naprawić sytuację – zrestartował serwer, który… akurat był zdrowy. Drugi, ten z problemami, nie był w stanie przejąć sterowania. Klasyczny przypadek „winny był błąd, ale nie ten, o którym myśleliśmy”.

Gdyby nie archiwum SCADA, do dziś krążylibyśmy wokół domysłów. Dzięki zapisom zobaczyliśmy nie tylko co się stało, ale i dlaczego.